Paco Rassat wygrywa drugi slalom w sezonie. I wraca na szczyt klasyfikacji

Tylko jeden alpejczyk wygrał w tym sezonie aż dwa slalomy. I to ten, na którego jeszcze dwa miesiące temu nikt nie stawiał. 27-letni Paco Rassat to największa alpejska sensacja tej zimy.

Tylko jeden alpejczyk wygrał w tym sezonie aż dwa slalomy. I to ten, na którego jeszcze dwa miesiące temu nikt nie stawiał. 27-letni Paco Rassat to największa alpejska sensacja tej zimy.

Slalomowy mistrz olimpijski Clement Noël od lat był jedynym Francuzem wśród najlepszych slalomistów. W tym sezonie w pierwszej dziesiątce jest ich już trzech. I to wcale nie Noël jest najlepszy z tej trójki – na szczycie rankingu umościł się po swoim drugim zwycięstwie Paco Rassat.

Porównując osiągnięcia Noëla i Rassata trudno się nie zdziwić, że pierwszy – zdawałoby się weteran – jest od drugiego starszy tylko o rok.

Slalomiści dwóch prędkości

I Noël i Rassat startują tylko w slalomach. Noël (rocznik 1997) zaczął punktować w Pucharze Świata, gdy miał 20 lat, wygrał po raz pierwszy dwa lata później. Rassat (rocznik 1998) zaliczył pucharowy debiut dopiero w wieku 24 lat. Pierwsze punkty zdobył w styczniu 2024 roku. A pierwsze podium (i jednocześnie pierwsze zwycięstwo) wywalczył na początku tego sezonu – w Gurgl.

Najlepsi slalomiści ostatnich lat szli raczej ścieżką Noëla – zaczynali odnosić sukcesy około dwudziestki. Wyjątkiem od tej reguły jest tylko Brytyjczyk Dave Ryding – pierwszy raz na podium wjechał już po trzydziestce.

Jeszcze dwa sezony temu nic nie zapowiadało, że to Rassat może odebrać Noëlowi miano najlepszego francuskiego slalomisty. Na „drugiego po Bogu” powoli wyrastał Steven Amiez, rówieśnik i kumpel Rassata. Sezon 2023/24 zakończył jako 14. slalomista na świecie, kolejny – jako 11. Rassat był w tych latach w rankingu odpowiednio 37. i 25.

Rassat i Amiez. „Nazywali nas Tic Tac”

Paco Rassat i Steven Amiez razem pięli się po alpejskiej drabince. Startowali w tych samych zawodach, uczyli się w tym samym liceum, w tym samym sezonie awansowali do pierwszej francuskiej reprezentacji. – Zawsze byliśmy razem, przezywali nas nawet „Tic Tac” – wspomina Rassat w rozmowie z francuskim magazynem „Ski Chrono”. – Nawet w ten sam weekend po raz pierwszy awansowaliśmy do drugiego przejazdu w Pucharze Świata!

Amiez z początku wyprzedzał przyjaciela. We wspomniany przez Rassata weekend – 26-27 lutego 2022 r. w Garmisch-Partenkirchen – Amiez zajął miejsce 17, Rassat szansy nie wykorzystał

20 stycznia 2024 r. w Kitzbühel Amiez zajął miejsce 6, Rassat 12 – dla obu były to najlepsze wtedy wyniki w karierze. – Zawsze się nawzajem napędzaliśmy. Nie ma lepszego uczucia, niż po latach starań zrobić ten ważny krok razem z przyjacielem – mówił wtedy Amiez.

W ubiegłym sezonie Amiez był w pierwszej dziesiątce sześć razy (Rassat tylko raz), dwa razy tuż za podium.

W pierwszym slalomie tej zimy w Levi Amiez startował z numerem 13. Rassat – 23. Ale to drugi z Francuzów był lepszy – zajął miejsce szóste, najlepsze w karierze. Amiez był ósmy.

Gurgl. „To było długie czekanie”

Tydzień później Rassat na dobre odjechał przyjacielowi: w Gurgl został sensacyjnym zwycięzcą, awansując w drugim przejeździe o 13 miejsc. – Choć koledzy mówili mi, że to był przejazd na podium, nie bardzo im wierzyłem. Ale kiedy kolejni zawodnicy dojeżdżali na metę, a ja ciągle byłem na czele, pojawiła się nadzieja – opowiadał francuskim dziennikarzom. – To było naprawdę długie czekanie.

Sukces syna widzieli na żywo jego rodzice Yann i Sophie.  Ojciec jest instruktorem narciarskim, mama patroluje stoki. Mogli kibicować synowi, bo w ich stronach sezon narciarski jeszcze się nie zaczął.

Kolejnym slalomowym przystankiem było Val d’Isere. Rassat startował w czerwonej koszulce lidera, i to przed francuskimi kibicami. – Wiedziałem, że to rzadki przywilej i muszę zapamiętać tę chwilę. Nie wiem, czy jeszcze się powtórzy – podkreślał przed startem.

Zawodów nie ukończył. I spadł z pierwszego miejsca w klasyfikacji. Jak się okazało – nie na długo.

Po gorzkiej pigułce, jaką było Val d’Isere Rassat w Alta Badia zajął miejsce 6.Na podium wrócił w nocnym slalomie w Madonnie di Campiglio. Dzielił je ze zwycięzcą – Clementem Noëlem. Ostatni raz dwóch francuskich slalomistów stało razem na podium w marcu 2021 r.

Rassat trafia do siódmego nieba

W ostatnią niedzielę w Adelboden Francuz udowodnił, że jego wygrana w Gurgl nie była przypadkiem. Już po pierwszym przejeździe był czwarty, czyli najlepszy z Francuzów. Noël zajmował miejsce szóste.

Na mecie drugiego przyjazdu, gdy zobaczył zielone światło, nie mógł pohamować wybuchu radości. Introwertyk – jak określają go trenerzy – rzucił na śnieg kijki, krzyczał, wymachiwał rękami i ciskał śniegiem.

A potem musiał znowu czekać. Choć już znacznie krócej, niż w Gurgl.

Mniej więcej w połowie przejazdu trzeciego na półmetku Fina Eduarda Hallberga stało się jasne, że Rassat może świętować trzecie podium w karierze. Bliżej pokonania go był Norweg Atle Lie McGrath – ale przegrał o 0,18 s. Ostatni na trasę ruszył Henrik Kristoffersen. Ten doświadczony i bardzo ambitny Norweg  bardzo chciał wygrać pierwszy raz w tym sezonie. Ale jego przewaga nad Rassatem – 0,36 s – nie wystarczyła. Kristoffersen spadł na miejsce trzecie. 

Rassat został pierwszym w tym sezonie alpejczykiem, który wygrał dwa slalomy. Po Adelboden odzyskał też koszulkę lidera. – Jestem naprawdę w siódmym niebie, muszę się tym nacieszyć – przyznał dziennikarzowi „Ski Chromo”.

Nie chciał schodzić ze stoku

Pierwszym trenerem małego Paco był jego tata Yann. – Choć od dziecka miał problemy z kręgosłupem, nie dało się go ściągnąć ze stoku – wspomina.

– Nigdy się nie poddawał, nawet gdy przez plecy musiał przestać ścigać się w gigancie – tłumaczy  Pascal Silvestre, klubowy trener Rassata. – On cały czas się rozwijał, z sezonu na sezon, tylko przez zdrowie w swoim tempie.

Wiosną 2024 r. Rassat przeszedł operację kręgosłupa. Od tamtej pory mógł wreszcie trenować i startować bez bólu. I zaczął nadrabiać zaległości. W ubiegłym sezonie pierwszy raz wskoczył w zawodach do dziesiątki, tej zimy w Levi – do szóstki, w Gurgl – za jednym zamachem do pierwszej piątki, na pierwsze podium, na najwyższy jego stopień i na pierwsze miejsce w klasyfikacji.

Po Adelboden Rassat, który zawsze wolał się trzymać w cieniu (podobno nawet przepraszał rywali, gdy wygrał)  musi się uczyć nowej roli. 

W kolejnych slalomach – a przed igrzyskami są w kalendarzu jeszcze trzy (Wengen, Kitzbühel i Schladming)_– będzie już startował w roli faworyta. – Nawet Lucas Braathen chciał mieć ze mną selfie! – żartobliwie spuentował swój nowy status Francuz.

Ale o medalu olimpijskim Rassat na razie nie chce rozmawiać.  – O igrzyskach zacznę myśleć po Schladming – zastrzega.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *